Dodano: 17.06.2011
Kategorie: świerszczyki

Cześć, Kochani!

No i jesteśmy w górach!... Z początku to nie bardzo chcieliśmy z Magdą jechać na to zimowisko, ale w końcu pojechaliśmy i wcale tego nie żałujemy. Już na początku było okropnie wesoło. W naszym przedziale jechał jeden chłopak, taki wysoki, kędzierzawy i strasznie zabawny. Cały czas opowiadał nam o tym, jaki to z niego wspaniały narciarz, chociaż widzieliśmy, że narty i kijki ma prosto ze sklepu i nawet nie umie się z nimi obchodzić... W końcu, żeby nam pokazać, jak to on potrafi szusować, przypiął narty i zaczął szurać po korytarzu, aż mu wychowawca zwrócił uwagę, że pociąg to nie Gubałówka i żeby się opanował.
Kędzierzawy narty zdjął, ale do nas powiedział:
– Żebyście wiedzieli, że jak tylko przyjedziemy, zaraz wyruszę w teren i wtedy zobaczycie, co potrafię.
– Nic nie zobaczymy! Bo po pierwsze, jak przyjedziemy, to już będzie późno i pójdziemy spać. A po drugie, zimowisko to nie wizyta u cioci Kloci i nie może każdy robić, co mu się podoba
– powiedział Rybcia.
– Co ty tam wiesz! – odburknął Kędzierzawy i dla odmiany zaczął trenować suchą zaprawę – kucał, podskakiwał, wymachiwał nogami, mówię wam, mieliśmy cyrk za darmo.

Kiedy wyszliśmy z pociągu, aż nas zatkało! Cały świat był biały – od pięt po czubek głowy, to znaczy od samej ziemi, aż po wierzchołki drzew i szczyty gór. A powietrze było mroźne i pachnące śniegiem.

Na stacji czekały na nas sanie. Właściwie nie na nas, ale na nasze bagaże. My szliśmy pieszo. Do schroniska było dwa kilometry i cały czas pod górę. Wcale nie narzekaliśmy, bo świetnie nam się szło. Obrzucaliśmy się śnieżkami, tarzaliśmy w białym puchu... aż pan wychowawca powiedział, że zachowujemy się, jakbyśmy w życiu nie widzieli śniegu. I było w tym trochę prawdy. Widzieliśmy śnieg, ale nie aż taki bielutki i nie aż tyle naraz!

W schronisku był już przygotowany gorący obiad, a kiedy zjedliśmy, wszyscy jednogłośnie orzekli, że najwspanialszym wynalazkiem jest wygodne łóżko – no i zaraz poszliśmy spać.

Nasi wychowawcy – pani Hania i pan Leszek – musieli iść na odprawę, do domu obok. Tam jest pokój kierownictwa, jadalnia i kuchnia. Zgasili więc światło, powiedzieli, żebyśmy spokojnie spali, i wyszli.
Ale stało się zupełnie inaczej!
Ledwie zmrużyliśmy oczy, do naszej sypialni wpadła jakaś dziewczynka z krzykiem, że u nich straszy! Powiedzieliśmy jej, że u nas na szczęście nie, i – żeby się szybko wynosiła, bo znamy się na takich kawałach.

Na to ona odpowiedziała, że do bohaterów to nam daleko – i wyszła. Trochę zrobiło nam się głupio. Ale okropnie nam się chciało spać. A kiedy człowiekowi chce się spać, to mu wszystko jedno, czy jest bohaterem, czy nie.

Wprawdzie jakiś głos w ciemności powiedział, że może tam naprawdę straszy i żebyśmy poszli zobaczyć... Na to drugi głos poradził temu pierwszemu, żeby się wypchał, bo duchów nie ma... Na to trzeci głos mruknął sennie, że jak mu wiadomo, porządne duchy zaczynają straszyć o dwunastej, a jest dopiero ósma... Czwarty dodał, że to się załatwi jutro... A reszta głosów – to już było tylko chrapanie.

Niestety! Za chwilę wpadła Magda z jeszcze większym krzykiem, że u nich naprawdę straszy. Za oknem ukazuje się duch narciarza, z jedną nartą na ramieniu i ogromną, rozcapierzoną dłonią, i wali w okno!

Tego było już za wiele. Znam swoją siostrę i wiem, że o byle co nie podnosi wrzasku. Wyskoczyłem więc z łóżka, za mną paru chłopaków i pobiegliśmy na koniec korytarza, do sypialni dziewczyn. Siedziały wszystkie na łóżkach i trzęsły się ze strachu. Wyjrzeliśmy przez okno. Rzeczywiście! Na śniegu stało białe widmo! Na nasz widok zaczęło machać gałęzią i wrzeszczeć, ale – jak na ducha – o wiele za głośno. Otworzyliśmy okno. Na dworze, utytłany śniegiem stał... Kędzierzawy, mistrz sportu. –
Co ty tu robisz? – krzyknęliśmy zdziwieni. –
Ryby sobie łowię – odpowiedział złym głosem Kędzierzawy i zaczął gramolić się do środka.

Podaliśmy mu ręce, bo parter był wysoki – i on wlazł. I co powiecie?... Zaczął ryczeć! Z jego chlipania i siąkania dowiedzieliśmy się, że po kolacji wymknął się na chwilę z nartami na górkę za domem. Kiedy był już w połowie górki, przewrócił się, narta spadła mu z nogi i zjechała w dół... i już jej nie zobaczył! Chodził i szukał, a że w górach wcześnie się robi późno, to znaczy chciałem powiedzieć – szybko zapada zmrok, to zrobiło się naprawdę okropnie ciemno i on chodził i wpadał po szyję w zaspy, i wreszcie zrezygnował z szukania i wrócił do schroniska. Ale drzwi były zamknięte! Do domu kierownictwa bał się iść, żeby się wszystko nie wydało – no i złamał gałąź i zaczął pukać do okna... –

I tak się wszystko wydało – powiedział Rybcia. – Trzeba zawiadomić pana Leszka i odszukać nartę. Bo jak w nocy spadnie śnieg, to ją znajdziesz dopiero na wiosnę. Znam to z życia – dokończył złowieszczo.

Na to Kędzierzawy zaczął jeszcze głośniej chlipać, a wtedy otworzyły się drzwi i weszli wychowawcy i kierownik. Zobaczyli światło i bardzo byli przestraszeni, co się u nas dzieje. Kiedy opowiedzieliśmy, całą historię od początku, pan Leszek wziął latarkę i poszedł na poszukiwanie, a my leżeliśmy w łóżkach i czekaliśmy. Wrócił w końcu – ale bez narty. Był cały ośnieżony i powiedział, że pada duży śnieg i jutro będą wspaniałe warunki na jazdę. Jednak jakoś wcale nas to nie ucieszyło.
Słuchaliśmy chlipania Kędzierzawego i nikt nie mógł zasnąć.
Ale na szczęście na drugi dzień narta się znalazła. Zaczepiła się o krzak jałowca – tuż nad potokiem. No i znowu jest u nas wesoło!

O innych przygodach napiszę Wam innym razem.

/Jędrek/

Świerszczyk - Tygodnik dla młodszych dzieci
4 (1519) 26.I.1975 r.
cena: 1,5 zł

Ocena (0.0):

Rating_deactive_star Rating_deactive_star Rating_deactive_star Rating_deactive_star Rating_deactive_star Rating_deactive_star

Komentarze (0):

+ Dodaj swój komentarz

Twój komentarz:
Zabawkiprl.pl
84-300 Lębork
ul. Klonowa 27
tel.: 662 948 499
© 2010 by zabawki.prl
design by zagrabski.com