- Most zerwała? Kiedy? Żartujesz sobie z nas, babciu.
- Nie do żartów mi wcale. W nocy zerwała. Niby spokojna, nieduża rzeczka, a potrafi czasem pokazać swoją siłę, ho, ho, potrafi!
- I myśmy nic nie słyszeli? Jakże to?
- Mocny sen macie, toście i nie słyszeli. Huk był, jakby grzmot w czasie burzy.
Ubierajcie się, a żywo, pójdziemy most obejrzeć. Ojciec i mama już tam są.
Na dworze jeszcze ciemnawo, ledwie świta, ale cała wieś wyległa nad brzeg huczącej groźnie rzeki. W zmętniałej wodzie, pośród płatów brudnej piany, kłębią się deski, kępy wikliny, wyrwane drzewa. W mroku majaczy most. Co za widok! Dwa przęsła zerwane, potrzaskane belki zwisają ku wodzie.
- Nikt nie przejedzie dziś do powiatu czy nawet do Brzezin – mówią ludzie.
- Co będzie z Klimkową? – martwi się babcia. – Ona jest bardzo chora...
- Dzieci do szkoły też się nie dostaną. Ani mowy!
Magda i Paweł stoją z babcią na brzegu. Mży kapuśniaczek, ale dwie duże krople pod oczami Magdy nie są deszczowe, są słone. Bo pani Zofia, woźna ze szkoły zbiorczej w Brzezinach, miała dziś po lekcjach rozdawać szczenięta swojej suczki Azy. Kto wcześnie przyjdzie i ładnie poprosi, ten dostanie, mówiła. Magda spytała rodziców, pozwolili. Lecz jeśli nie pójdzie do szkoły, ktoś inny weźmie białego pieska.
Tymczasem rozwidniło się. I nagle...
- Ludzie, patrzcie za rzekę! Ciężarówki jadą!
- To wojsko, saperzy. Most będą naprawiać.
- Huraaa!
Wszyscy się ożywili, wyciągają szyje, patrzą z zapartym tchem. Ciężarówki podjeżdżają ku rzece, wyskakują z nich żołnierze i migiem, raz-dwa, ściągają jedne po drugich duże metalowe łodzie o płaskich dnach. To pontony. Niektóre mają motor, inne nie. Saperzy spychają je teraz na spienioną wodę koło mostu.
Motorówką jedzie dowódca z kilkoma żołnierzami. Oglądają most, naradzają się, słychać rozkazy. Potem łódź podpływa do brzegu.
- Czołem, obywatele! A nie zrobiła wam powódź jeszcze innych szkód?
Sołtys, ojciec Magdy i Pawła, wysunął się do przodu:
- Brzeg teraz umocniony, to i nie zrobiła, panie kapitanie. Ale mamy we wsi ciężko chorą kobietę, lekarz dał jej wczoraj kartkę do szpitala. A droga odcięta...
- Sierżancie – komenderuje kapitan – wyślecie dwóch żołnierzy z noszami po chorą i przewieziecie ją łodzią do Brzezin. Trzeba wezwać karetkę pogotowia. A ty, mała, czemu popłakujesz, co?
Magda, zawstydzona, spuszcza głowę, milczy.
- Martwi się, że nie pójdzie do szkoły. Miała tam dziś dostać pieska, szczeniaczka – objaśnia babcia.
- Ho! – uśmiechnął się pan kapitan. – To naprawdę ważna sprawa. A ile jeszcze dzieci chodzi od was do tej szkoły?
- Trzydzieścioro! – melduje Pawełek.
- Niechże wszyscy wezmą książki, śniadanie i zbiorą się tutaj. Pan sierżant i was przewiezie na drugą stronę. Ja muszę wrócić do mostu.
Wśród dzieci radość, bieganina. Pojadą saperską łodzią!
- Prędko most będzie naprawiony? – dopytuje się sołtys.
- Nieprędko. To poważne uszkodzenie. Zbudujemy tymczasem inny most, na pontonach. Popatrzcie!
Słońce wyjrzało zza chmur i oświetliło szereg łodzi, ustawionych bokiem do siebie. Saperzy zatapiają ciężkie kotwice.
- Na tych łodziach ułoży się pomost, można będzie przejść po nim, nawet przejechać.
Ze szkoły wrócicie już po pływającym moście.
- Razem z pieskiem! – pisnęła Magda.
- Pewnie, że z pieskiem – przytaknął pan kapitan i odgarnął jej mokry kosmyk z czoła.
/Hanna Łochocka/
Świerszczyk - Tygodnik dla młodszych dzieci
11 (1526) 16.III.1975 r.
cena: 1,5 zł